O potrzebie niepodległościowego Palikota.

2012-02-04 22:29:46

Prawie tydzień temu, w niedzielę 19 stycznia 2012, słuchałem wykładu pana Andrzeja Zybertowicza o tym, co mają uczynić tak zwane „środowiska niepodległościowe”, by zdobyć władzę. Było to bardzo dobre, świetnie przemyślane show, co nie stanowiło chyba reguły na konferencji „Pytania o naszą niepodległość” organizowanej przez lokalny PiS. Sam prelegent wydaje mi się jednym z nielicznych w swojej dziedzinie, dla których nauki społeczne to coś więcej niż pisanie długich esejów (mogę się mylić). Twierdził on, że w szeroko rozumianych środowiskach niepodległościowych jest już wystarczająco dużo potencjału, by wytworzyć elitę zdolną do wygrania wyborów. Gromadzą się oni w rozlicznych klubach dyskusyjnych i stowarzyszeniach, a wszelkie próby unifikacji zawodzą. Dlatego zaproponowano nową formułę - Archipelag Polskości - zebranie wszystkich tych inicjatyw w jednym miejscu w internecie nie pozbawiając ich autonomii. Sam pomysł wydaje się dość słuszny. Jednak gdy przyszedł czas na zadawanie pytań, to pozwoliłem sobie zabrać głos. Powiedziałem, że nie wierzę w tę drogę do wygrania wyborów, bo Archipelag będzie obarczony tym samym błędem, na który cierpi każda jego wysepka. W żadnym ze stowarzyszeń nie ma silnej reprezentacji mojego pokolenia (za które uważam ludzi poniżej 25 lat).

Kryzys w Kaczogrodzie, czyli o tym, jak nie rozumiem ekonomii.

2011-12-29 17:08:23

Kiedyś, dość już dawno, czytałem komiks o wujku Kaczora Donalda, który zgromadził w swoim skarbcu cały bilon (całkiem cały). Jako sknera nie wydawał tych pieniędzy, tylko w nich pływał, a reszta mieszkańców cierpiała biedę. Zaradny burmistrz postanowił rozwiązać problem tak, by najbogatszy obywatel nie był pokrzywdzony. Wydrukował zatem ogromny banknot opiewający na sumę całych środków w skarbcu. Wręczył go bogaczowi, a ciężarówki wywiozły tymczasem pieniądze, które natychmiast znalazły się w obiegu. I tu zaczyna się cała dramatyczna historia. Otóż wujek Sknerus wsadził sobie banknot do portfela i poszedł do piekarni po bułki. Tam jednak nie mogli mu wydać reszty. Łaził więc po mieście i powoli przekonywał się, że jego banknot nie ma żadnej siły nabywczej. Nominalnie wart tyle, co cała reszta pieniędzy we wszystkich portfelach, jednak mógł go sobie oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem. I niewiele więcej. Z historyjką tą w pewnym stopniu wiążą się moje ekonomiczne wątpliwości, o których niedługo powiem.

Agenci, czy idioci?

2010-09-16 00:07:08

Przymierzałem się już wczoraj do pisania. Miało być o gazie i o tym, że rządzą nami ruscy agenci lub... no głupki po prostu! Mianowicie premier opowiadał na konferencji prasowej, iż długoterminowa umowa z Rosją ma zapewnić nam bezpieczeństwo energetyczne. Wątpię oczywiście, żeby sam w to wierzył - jest jasne, że niezależnie od wszystkich umów Rosja nie zawaha się zakręcić nam kurka, kiedy będzie trzeba, tak jak nie obawiała się zakręcić kilka lat temu Ukrainie. Miało być też wczoraj o tym, że wiele osób jest istotnie przekonanych, iż jakość prowadzonej polityki zagranicznej można wyrazić funkcją częstotliwości poklepywań po plecach. Taki na przykład Staś napisał: (17 maja 2010, 23:54:12)

poza tym gazociąg gazociągiem, weż np stosunki polsko rosyjskie, ktore moim zdaniem sie poprawiają, i to nie tylko przez ten smolensk ale generalnie tusk ma chyba lepsze stosunki z ruskimi niz kaczki mialy

No więc chciałem o tym wczoraj pisać i zacząłem nawet zbierać jakieś dane (Eurostatu) o tym, ile kosztuje gaz w Polsce i dlaczego tylko w Szwecji płaci się więcej, ale jednocześnie cena jest w Niemczech większa niż u nas (tutaj mogę jedynie polecić pdf-a).

Egzotyczna Polska, czyli rowerami wzdłuż wschodniej granicy

2010-07-04 18:52:59

W związku z ustawowym sezonem ogórkowym zwanym ciszą wyborczą zrelacjonuję tutaj wycieczkę rowerową, którą odbyłem z dwoma kolegami między 17. a 24. czerwca 2010 roku. Jak zwykle zaczęło się od głupawego rzucenia pomysłu „A może by zrobić rajd po wschodniej Polsce? Tak, od Przemyśla do Wilna!”. Jako że dla nas - mieszkańców Wrocławia - tereny te są w zasadzie nieznane, a słyną z urokliwości, postanowiliśmy wykorzystać część wydłużonych, pomaturalnych wakacji, na zrealizowanie go przynajmniej w części. W planowaniu trasy bardzo pomocne okazały się sugestie twórców projektu Egzotyczna Polska.

Ułuda sprawiedliwej rekrutacji, czyli jak kuratoria lecą sobie w

2010-05-27 00:48:00

Jedną z ważnych kwestii w polskiej edukacji jest sprawiedliwość rekrutacji do poszczególnych szkół. Szczególnie w trójszczeblowym systemie edukacji, gdyż, jak prawdopodobnie drodzy czytelnicy wiecie, nasz system edukacji składa się z podstawówki, gimnazjum i liceum. Kiedyś szkoły organizowały konkursy świadectw, robiły własne egzaminy, bądź stosowały dowolne inne kryteria, na przykład „daru dla szkoły”. W ramach sprawiedliwości postanowiono (co chyba nie wzbudza niczyich wątpliwości) zorganizować globalny system liczenia punktów, których ranking będzie miał wpływ na rekrutację. W ten sposób nie można (teoretycznie - w praktyce zdarzają się różne migracje) zostać zakwalifikowanym do szkoły, do której się nie nadaje. Jest w tym ogólnopolskim systemie pewna autonomia - każde województwo ustala własne zasady naliczania punktów rekrutacyjnych. Mają one zapewnić wszystkim równe szanse dostania się do wymarzonego liceum. Wydawałoby się, że system działa, zasady są jasne, elektronicznie generowany ranking przejrzysty... chyba że wpadnie nam do głowy nierozważny pomysł pójścia do liceum w innym województwie.